PEETA MELLARK
Każdego kolejnego dnia powoli umieram, rozumiesz?
Spoglądam w te cholerne, szare oczy i staję się coraz bardziej martwy.
Gdzieś w połowie drogi zorientowałem się, że zabłądziłem, że nie wiem już czego chcę, że...
Być może to nie jej miłości szukałem.
Mam wrażenie, że spieprzyłem życie nam obojgu i nie potrafię tego znieść.
co jeszcze mógłbym zrobić, poza próbą ratowaniem nas od nowa każdego dnia?
kochałem ją całym sercem, a ona do tej pory nie jest w stanie tego odwzajemnić.
prawdopodobnie nigdy nie była, tyle wiem.
byłem niczym. jestem niczym. zostałem z niczym - proste.


WŁAŚCICIEL PIEKARNI
Kiedy świat po raz pierwszy zetknął się z Katniss Everdeen, nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że ta siedemnastolatka o uroku zdechłej dżdżownicy może zostać przyszłym Kosogłosem - głosem rebelii i symbolem całkowitego zjednoczenia się Panem. Dla mieszkańców Kapitolu była tylko kolejną, niewartą uwagi uczestniczką Głodowych Igrzysk; drobną i wychudzoną mieszkanką równie mało ciekawego dystryktu, bez najmniejszych szans na zwycięstwo. To właśnie on - Peeta Mellark sprawił, że ich oczy zwróciły się z zainteresowaniem w jej kierunku. To on sprawił, że widzowie i sponsorzy ją pokochali; to on sprawił, że w nią uwierzyli... Wystarczyło jedynie pokazać, że nawet ktoś tak nijaki i nieważny zasługuje na swoją szansę. I chociaż już wtedy doskonale wiedział, że w ten sposób wydaje na siebie wyrok, nie wahał się ani przez chwilę, ponieważ od momentu, kiedy wylosowano jego imię z puli, Peeta miał tylko jeden cel: utrzymać Katniss Everdeen przy życiu. Za wszelką cenę. Był w stanie poświęcić dla niej samego siebie; był w stanie stać się marionetką w rękach Kapitolu, a nawet samego prezydenta Snow'a, ponieważ od dnia, w którym ta szarooka dziewczynka zaśpiewała w klasie piosenkę i wszystkie inne głosy dla niego umilkły, nie był niczym więcej. Na koniec był gotów umrzeć, byle tylko jej szare oczy choć raz spojrzały na niego w ten sam sposób, w jaki on spoglądał na nią: z taką samą czułością i oddaniem. Z tego właśnie powodu wyznał publicznie swoją miłość, zwodził innych trybutów i zgłosił się na ochotnika do 75. Głodowych Igrzysk, a wcześniej spalił w rodzinnej piekarni chleb... Dzięki temu czuł, że naprawdę żyje. Dzięki niej. Przez chwilę nawet wierzył, że naprawdę na to wszystko zasługuje, że życie u boku Katniss jest możliwe, i że wreszcie udało mu się zdobyć jej serce. Jednak gdy wsuwał obrączkę na jej serdeczny palec i obserwował, jak po jej bladych policzkach spływają łzy wiedział, że tak naprawdę przegrał ten pojedynek, bo chociaż wszyscy inni widzieli łzy szczęścia, on potrafił dostrzec jedynie tęsknotę malującą się na jej twarzy. Od tamtej pory nie było dnia, w którym Peeta Mellark by kogoś nie okłamywał. Próbował nabrać Katniss, kiedy udawał, że nie dostrzega jej narastającej rozpaczy i ignorował jej (coraz częstsze) ucieczki na polowania. Próbował nabrać siebie, kiedy wmawiał sobie, że być może oboje potrzebują jedynie więcej czasu. Próbował nabrać resztę Panem, kiedy pod czujnym okiem gapiów grał idealnego, naiwnego męża. Z biegiem lat, kiedy demony przeszłości mnożyły się i coraz trudniej było utrzymać je na smyczy, doszedł do wniosku, że w ten sposób los po prostu mści się na nim za wszystkie te złe uczynki, jakich się dopuścił. To była jego kara za próbę zatrzymania Katniss Everdeen wyłącznie dla siebie, bo chociaż jego miłość do niej była jak najbardziej prawdziwa i szczera, to żył zaledwie dzięki niej... Już nie dla niej. Była wszystkim, co mu pozostało. Z tego powodu za wszystkie ich problemy potrafił winić wyłącznie siebie, a jego frustracja z dnia na dzień wciąż rosła, w końcu przeradzając się w wyniszczającą furię, która trawiła go powoli od środka. Coraz trudniej było mu znieść absurdalność ich sytuacji, bo chociaż dotykał swojej żony, chociaż ją całował, obejmował i zasypiał u jej boku - nie należała do niego. To nie jego imię szeptała przez sen. Nigdy tak nie było i nigdy nie będzie. Czyżby Snow aż tak namieszał mu w głowie? Może wciąż grał rolę tykającej bomby... Być może przez moment łączyło ich silne uczucie, ale połączyła ich walka, strach i przelana wspólnie krew, a nie dozgonna miłość. Jeszcze kilka lat temu był w stanie całkowicie poświęcić się dla Katniss, ale teraz, gdy nie było już takiej potrzeby (kiedy go już nie potrzebowała) coraz częściej dochodził do wniosku, że to nie wystarczy. Sama jej obecność nie była w stanie go naprawić, nie sprawiała już niestety, że żył, a jedynie, że stawał się martwy w środku. Potrzebował miłości. Mimo nieodwzajemnionego uczucia wciąż podejmuje kolejne żałosne próby, aby utrzymać ich oboje na powierzchni. Z tego samego powodu, z którego obwinia za wszystko siebie uważa też, że to on powinien pozwolić Katniss odejść, a nie wie jeszcze czy jest na to gotowy. Potrzebuje jakiegoś znaku, który uwolniłby go od wyrzutów sumienia. Potrzebuje zapewnienia, że on też zasługuje na swoją szansę na szczęście.
Każdego kolejnego dnia powoli umieram, rozumiesz?